Archiwa kategorii: Polskie tradycje

Coś strasznego

W kalendarzu imprez niektórych polskich szkół i przedszkoli pojawiło się wydarzenie pod tytułem Halloween (z jęz. ang. – wigilia Wszystkich Świętych). Ilekroć o tym słyszę, zasmuca mnie kondycja intelektualna inicjatorów tego rodzaju przedsięwzięć. Nie rozumiem tego przeszczepiania nieadekwatnych kulturowo wzorców i niemądrej propagandy obcej popkultury. Mam wrażenie, że organizatorzy na siłę szukają punktów rzekomo uatrakcyjniających rok szkolny. O ile nie dziwi mnie temat Halloween na zajęciach języka angielskiego, bo wpisuje się on w poznawanie kultury – w tym przypadku głównie amerykańskiej, to już przesadą są ogólnoszkolne „przebierańce” czy ozdabianie sal rozmaitymi gadżetami, podpatrzonymi z amerykańskich filmów i seriali. A to, niestety, ma miejsce…

Wybitnie rozrywkowy Halloween na polskim gruncie (to określenie samo w sobie jest już śmieszne) wchodzi w silną kolizję z tradycją kultywowania dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek jako czasu pamięci, refleksji, wyciszenia, hołdu dla Nieobecnych, jakiejś uniwersalnej lekcji pokory wobec nieuchronności przemijania. Taki styl celebracji dni 1 i 2 listopada jest głęboko zakorzeniony w naszym kręgu cywilizacyjnym, a w naszym kraju w sposób szczególny. Generalnie Polakom nie przychodzi do głowy naśladowanie w tym względzie np. mieszkańców Meksyku, którzy groby bliskich zamieniają w tym czasie w biesiadny stół. Może dlatego, że Meksyk nie ma instrumentu globalnej propagandy w postaci Hollywood.

O ile mogę zrozumieć podatność dzieci czy nawet młodzieży na sięganie po ikony popkultury „made in USA”, to postawa pedagogów animujących Halloween jest nie do obronienia. Ciekawe, czemu ci sami nauczyciele nie urządzają w szkołach obchodów świąt kalendarza chińskiego. Podejrzewam, że mniejszość amerykańska i chińska w polskich placówkach jest porównywalna co do wielkości.

Nie oprę się pokusie, by nie przeciwstawić niemądrym pomysłom miłośników Halloween wzorców godnych naśladowania. W ostatnich dniach dało się zauważyć szkolne wycieczki na cmentarze i do miejsc pamięci. To budujące świadectwo wartościowej pracy wychowawczej. Na naszych nekropoliach nie brakuje nagrobków całkowicie zapomnianych, a gest jednorazowej choćby w skali roku pamięci i bezinteresownej troski jest głęboko humanistyczny. Jest też wiele mogił żołnierskich, często bezimiennych, także skrywających szczątki Niemców, Rosjan i innych narodowości; te miejsca zachowują się niejednokrotnie dzięki pracy społecznej. Warto o nich pamiętać, choćby dlatego, że mogą być scenografią niepowtarzalnej lekcji historii i tolerancji.

Halloween łączy w sobie elementy obecne w naszej kulturze i folklorze, ale coraz intensywniej wypierane, a mianowicie wieczory andrzejkowe, karnawałowe maskarady i ostatkowe korowody przebierańców. Może zatem warto postawić w szkołach na rodzime tradycje, a nie bezrefleksyjny import cudzych?

Memento…

Jutro dzień Wszystkich Świętych. Dzień refleksji, zadumy, pamięci… Niech wprowadzeniem do tej chwili skupienia w nieustannym biegu będzie wiersz Zygmunta Lorentza…

 

POŻEGNANIE Z SOBĄ

 

Więc żegnam, pana, żegnam,

Szanowny panie X.

Pomiędzy mną a tobą

Niebawem popłynie Styks.

 

I ty się będziesz wspinał

Na tęcze i promienie,

A ja znużony wpełznę

Pod grudę i kamienie.

 

I ty pozornie grać będziesz

Z nieśmiertelnymi w palanta,

A ze mnie wtedy wyrośnie

Zwykła zielona Planta.

 

I ciebie kiedyś ktoś młody

Wyłuska z rytmicznych oznak,

A ja będę zwykłym kwiatkiem

I nikt mnie w tym odzieniu

                     Nie pozna…

 

O AUTORZE. Zygmunt Lorentz (1894-1943) – historyk i pedagog, wychowawca, nauczyciel w Gimnazjum Miejskim im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi, wykładowca Wolnej Wszechnicy Polskiej, założyciel i pierwszy prezes Oddziału Łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego, inicjator „Rocznika Łódzkiego”, członek Zarządu Okręgu Łódzkiego Związku Nauczycielstwa Polskiego. Społecznik. Prekursor edukacji regionalnej. Zamęczony przez hitlerowców w więzieniu – jako konspiracyjny kurator – szef wojewódzkiej Komisji Oświaty i Wychowania w strukturach podległych Delegaturze Rządu na Kraj.

W zbiorach Muzeum Oświaty Ziemi Łódzkiej znajduje się unikatowa kolekcja niemal nikomu nieznanych i niepublikowanych wierszy Z. Lorentza z lat 20. XX w. Niewiele brakowało, żeby nikt Lorentza w tych słowach nie poznał…

Polskie tradycje: Środa Popielcowa

Świadomość polskich tradycji i genezy współczesnych reliktów dawnych zwyczajów jest dość szczątkowa. Z tego względu OświatowyBlog.pl inauguruje nowy cykl krótkich szkiców, przybliżających kalendarz przodków. Literatura przedmiotu, będąca efektem badań etnograficznych, które na polskiej ziemi zainicjował Oskar Kolberg, jest bardzo obszerna. Kalendarium tradycji stanowi materiał na obszerne opracowanie, tymczasem lapidarna forma blogowego przekazu rządzi się swoimi prawami, podporządkowanymi cierpliwości Szanownych Czytelników. Szkice będą zatem ledwie rysem obrazu, którego kształty i koloryt mogą Państwo bez trudu uzupełnić – w miarę swoich zainteresowań.

Kalendarz staropolski opierał się, co oczywiste dla europejskiego kręgu kulturowego, na kalendarzu liturgicznym chrześcijaństwa. Tok świąt wyznaczał rytm życia: pracy, odpoczynku i celebracji. Kulturowe bogactwo poszczególnych krain geograficzno-historycznych Polski odznacza się własną specyfiką, regionalnymi zwyczajami i modyfikacjami tradycyjnych obrzędów.

Dziś Środa Popielcowa, zwana też Popielcem – początek czterdziestodniowego okresu Wielkiego Postu (dodajmy, iż w okresie średniowiecza, według wprowadzonych wówczas regulacji, post obowiązywał wiernych od 20. do 70. roku życia; dziś przedział wiekowy to 18-60). Współcześni chrześcijanie w tym dniu udają się do kościołów, by przyjąć publiczny gest pokuty, symbolizowany posypaniem głów popiołem. Popiół ma przypominać człowiekowi o jego marności oraz genezie, którą Biblia przedstawia w słowach: „wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi” (Rdz 2, 7). A także o kierunku, w którym zmierza doczesna powłoka, ulegając procesowi rozkładu po śmierci. Ten ostatni element wpisywał się w popularyzację ascetycznego modelu pogardy dla materii cielesnej, zapoczątkowanej w średniowieczu, a na nowo rozpowszechnionej w epoce baroku.

Nowożytny model religijności (devotio moderna) akcentuje aktywność duchową wiernych, dlatego obecna percepcja Środy Popielcowej jest stosunkowo odległa od przeżyć i zachowań ludzi w dawnych czasach; wówczas wierni, uczestniczący w formach kultu religijnego, często postępowali dość mechanicznie, bez większej refleksji. Wpływ na ten stan rzeczy miało bardzo wiele czynników, m.in. powszechna wręcz nieznajomość języka liturgii, czyli łaciny – domeny wykształconych elit. Czynności liturgiczne kojarzyły się prostym ludziom z obrzędami nieco magicznymi, dlatego też obserwowano silny związek między kalendarzem liturgicznym a tradycjami na poły magicznymi, których celem miało być przede wszystkim zapewnienie dostatku i pomyślności. Widać to także na przykładzie zwyczajów towarzyszących Środzie Popielcowej. W tym dniu życie społeczności lokalnych koncentrowało się wokół dwóch miejsc: kościoła i… karczmy.

Post w Środę Popielcową należał do tzw. „obligacyj”, jak pisał Jędrzej Kitowicz w słynnym „Opisie obyczajów za panowania Augusta III”, czyli obowiązków religijnych – w odróżnieniu od „dewocji”, czyli praktyk dobrowolnych (np. poszczenie w środy). O ile wymiar kościelny opisywanego dnia wydaje się już dość oczywisty, to zaskakiwać mogą praktyki biesiadowania w gospodach. Tymczasem przy oddzielnych stołach gromadzili się mężczyźni i kobiety, by w asyście alkoholu i śledzia, a także kiszonej kapusty, bezmięsnych pierogów oraz blin, wznosić osobliwe „zaklęcia – toasty” za pomyślność tegorocznych plonów. Dodajmy, iż karczma była teatrem oryginalnego spektaklu już w przeddzień Popielca, a właściwie w noc odpustową; wtedy to po gospodach świętokradcze, jakby dziś powiedziano, „kazania” głosili poprzebierani za duchownych młodzianie, a tuż po północy serwowano tzw. podkurek (posiłek, obejmujący wyłącznie produkty z mleka, jaj i ryb). Nie mogło się odbyć bez tańców, jakże nie licujących z późniejszym kościelnym zakazem organizowania „zabaw hucznych”. Jedynym śladem postu w tym podrygiwaniu gawiedzi był brak koedukacji, czyli odrębność grup damskich i męskich.

Z postem trudno też utożsamiać zwyczaj robienia żartów innym bliźnim w celu zapewnienia sobie  solidnej porcji rubasznej rozrywki. Na ogół starano się dotkliwie pobrudzić „ofiary” – czymże innym jeśli nie popiołem lub sadzą – oraz ośmieszyć je na inne sposoby. W wielu regionach Popielec można porównać do wielkanocnego Śmigusa Dyngusa, z tą różnicą, że zamiast wody używano… popiołu.

Obiektem żartów zwyczajowo padały panny na wydaniu, którym nie poszczęściło się w sezonie, tj. nie wyszły za mąż lub też nie zaręczyły się. „Pojmane” niewiasty zaprzęgano do drewnianych kłód, a następnie „pędzono” przy użyciu batów przez wieś – oczywiście do najbliższej karczmy, gdzie istniała możliwość wykupienia się od poniżającego rytuału przy pomocy okazjonalnej waluty tamtych czasów, czyli alkoholu. Praktykowano też przyczepianie do kobiecych strojów rozmaitych niesympatycznych „ozdób”, np. kurzych łapek czy drewnianych laleczek. Nie trzeba tłumaczyć, gdzie zazwyczaj znajdowała się lokalizacja tychże „broszek”… Na tle wspomnianych tradycji zwyczajowe czyszczenie garnków popiołem, wieszanie śledzi na sznurkach lub obnoszenie naczynia z żurem – podstawą postnej diety, wydają się „technikami” nader wyciszającymi emocje karnawału. Cóż, takie to były czasy, kiedy nie było telewizji i setek innych wynalazków, a ludzie w większości pracowali w lokalnym show biznesie – jako wolontariusze.

Na zakończenie wypada wyrazić skruchę, że w tym popielcowym tekście było tak wiele mowy o alkoholu i zabawie, ale cóż poradzić na dziedzictwo historii…

Korzystałem m.in. z: J. Chelini, Dzieje religijności w Europie Zachodniej w średniowieczu, Warszawa 1996; R. Hryń-Kuśmierek, Z. Śliwa, Encyklopedia tradycji polskich, Poznań 2007; B. Baranowski, Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Łódź 1971; cytat z „Księgi Rodzaju” w przekładzie Biblii Tysiąclecia (wyd. IV).