Jak przegrać wybory II: requiem dla lewicy

Zacznijmy od tego, że nie jest prawdą, że lewica przez najbliższe cztery lata nie będzie reprezentowana w polskim parlamencie. Aktualna reprezentacja lewicy nazywa się Platforma Obywatelska, a ściślej rzecz biorąc, tworzy ją socjaldemokratyczno-liberalne skrzydło tej partii. Z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie się ono wzmacniać na zasadzie przeciwwagi (a może i politycznej przekory) dla konserwatywnego obozu Prawa i Sprawiedliwości.

Największym przegranym wyborów parlamentarnych jest niewątpliwie Sojusz Lewicy Demokratycznej. Oczywiście poza parlamentem istnieje życie polityczne, ale nie łudźmy się – w trzeciej lidze. Ostatnią deską ratunku pozostaje dla SLD obecność we władzach samorządowych tu i ówdzie – z Łodzią na czele. Samorząd dla SLD jest jednak jak przydomowy basen dla schwytanego w oceanie delfina. Stopniowo redukowana obecność SLD w krajowej polityce osiągnęła wartość matematyczną, której Leszek Miller użył w odniesieniu do Zbigniewa Ziobro. Co takiego się stało, że polityczny kapitał tej partii podzielił losy oszczędności w Amber Gold?

Generalnie SLD – przynajmniej w wydaniu ogólnopolskim – na przestrzeni ćwierćwiecza nie zdołał odmłodzić kadr. Pojedyncze wyjątki – jak np. Dariusz Joński – potwierdzają regułę, że „seniorzy” zbyt długo trzymali stery w swoich rękach. Bogate doświadczenie polityczne to za mało, by przyciągnąć wyborców. A w lewicowej formacji bywało przecież różnie. Kto pamięta Leszka Millera w biało-czerwonym krawacie członka drużyny Andrzeja Leppera, ten rozumie istotę kryzysu. Wycięcie „młodych” konkurentów do przywództwa w partii (W. Olejniczak, G. Napieralski, znakomita Katarzyna Piekarska) w długofalowej perspektywie okazało się krokiem samobójczym. Dlaczego w telewizji nie ma „Koła fortuny” czy „Czaru par”? Bo te formaty były dobre w latach 90., a później po prostu się zużyły. Twarze polityków również – przepraszam za dosadność – zużywają się. Zrozumiał to Jarosław Kaczyński, wyłuskując w gronie działaczy PiS Andrzeja Dudę i Beatę Szydło. Leszek Miller przeprowadził, co prawda, casting na Magdalenę Ogórek, ale nie była to koncepcja politycznego zastępstwa/następstwa i realnej walki o wysoką stawkę, tylko chęć uniknięcia wizerunkowej porażki. Czy Joanna Senyszyn lub Jerzy Wenderlich (który wątpliwie zabłysnął lewicową wrażliwością przy okazji oddawania słynnych nagród dla wicemarszłków) mogą przyciągnąć NOWYCH wyborców?

Przymiotnik „nowi” ma kluczowe znaczenie. Minione sukcesy SLD zawdzięczał elektoratowi, dla którego ważne były sentymenty. Po okresie szoku postbalcerowiczowskiego wspomnienia socjalu i „małej stabilizacji” Polski Ludowej prezentowały się nawet atrakcyjnie. Pokolenia, które najwięcej osiągnęły w czasach budowy blokowisk i rozdawania przydziałów na maluchy były skłonne poprzeć ekipę polityczną, uosabiającą zdemokratyzowane ideały państwa opiekuńczego. Problem SLD polega jednak na tym, że czasy się diametralnie zmieniły i sentymenty dotyczą tylko starszych generacji wyborców. Elektorat w naturalny sposób się skurczył.

Poważnym przedwyborczym błędem SLD był mariaż (związek partnerski???) z ugrupowaniem Janusza Palikota. Właściwie słowo „ugrupowanie” można zastąpić słowem „efemeryda”, biorąc pod uwagę, że Rucha Palikota skupiał zbieraninę różnych ludzi o tylko jednym wyraźnie zarysowanym wspólnym mianowniku w postaci antyklerykalizmu. Finisz klubu parlamentarnego tej partii obrazuje jej rzeczywistą jakość. Zaskakująca decyzja liderów SLD o stworzeniu koalicji wyborczej z topniejącym „Ruchem” przesądziła o katastrofie. Gdyby Leszek Miller pozostał konsekwentny w ocenie tej siły – zachowałby zapewne i poselski fotel, i rolę przywódcy lewicy. Pakt z Palikotem obniżył wiarygodność socjalną SLD. Być może działacze Sojuszu zapomnieli o tym, że Palikot i jego ludzie przesądzili o podwyższeniu wieku emerytalnego; lewicowy elektorat tego nie zapomniał. Socjaldemokracja to nieco inna bajka niż liberalizm.

Lewica w ostatnim czasie nie potrafiła wyartykułować priorytetów bliskim potrzebom „zwykłych ludzi”. Zamiast eksponowania na pierwszym planie spraw pracowniczych i postulatów socjalnych, lewica roztrwoniła czas na reprezentowanie niszowej mniejszości, skupionej wokół zagadnień typowo obyczajowych. Nie chodzi o słuszność lub niesłuszność takiej postawy, ale o jej wybitną niepragmatyczność. Polityka to brutalna gra. Arytmetyka pokazuje, że bardziej opłaca się walczyć o miliony głosów związkowców, emerytów czy osób zatrudnionych na „umowach śmieciowych” niż zabiegać jedynie o tysiące głosów feministek, środowisk LGBT, antyklerykałów czy zwolenników legalizacji marihuany. Co więcej, prawdopodobnie nie doceniono faktu, że społeczeństwo polskie w gruncie rzeczy jest bardziej konserwatywne, niż to wynika z przekazów medialnych i nadreprezentacji „postępowych” komentatorów rzeczywistości. W efekcie błędnie oceniono wielkość grupy docelowej, do której adresowano ofertę polityczną.

Jak potoczą się losy SLD – pokażą najbliższe trzy lata, czas do wyborów samorządowych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa młodzi zdolni zasilą szeregi PO, widząc tam lepsze perspektywy zaistnienia. Wielu „starych” odejdzie na polityczną emeryturę. Czy nie za późno dla SLD? Z kolei dla innych ugrupowań, zabiegających o wyborców, jest to lekcja pokory: warto od czasu do czasu przewietrzyć salę, a czasami nawet zrobić odświeżający przeciąg…

Jedna myśl nt. „Jak przegrać wybory II: requiem dla lewicy

  1. ~Marek Ćwiek

    SLD popełniło przez ostatnie cztery lata wiele błędów. Pani Ogórek, Palikot na pokładzie i dalsza mizeria, która z tego wynikła to gwóźdź wbity w trumnę. Zamiast walczyć o elektorat typowo socjalny politycy lewicy zaczęli skupiać się na sprawach i problemach światopoglądowych (zmiana płci, feministki, sprawy LGBT, itp.), które obchodzą niewielki odsetek społeczeństwa.
    Lewico, czas na poważne zmiany, czas wrócić do korzeni!
    Sejm bez lewicy, to jak stół bez jednej nogi. Nie wiem, czy lewe skrzydło PO, wypełni te pustkę.
    Pozdrawiam, pełen niepokojów o dalsze losy oświaty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>