Jak przegrać wybory – część I

Jeśli ktoś w Polsce jest zdziwiony porażką wyborczą Platformy Obywatelskiej to prawdopodobnie co najmniej ostatni rok przeżył w stanie hibernacji. PO przegrała wybory na własne życzenie, konsekwentnie uruchamiając lawinę błędów – zarówno decyzyjnych, jak i wizerunkowych. Anatomia tej klęski może być cenną lekcją dla innych – nie tylko polityków.

Po pierwsze, Platforma Obywatelska okazała się za mało obywatelska. Idąc po władzę osiem lat temu z hasłami głębokich przemian systemowych, błyskawicznie zapomniała o genezie sukcesu i odcięła się od swoich nieco „antysystemowych” korzeni. Okazało się, że zamiast redukować aparat biurokratyczny, wzmacniała go do spółki z PSL-em, by znaleźć zaplecze kadrowe dla „swoich”. Partia rządząca pod wodzą Donalda Tuska przeobraziła się w establishment zegarkowo-ośmiorniczkowy, odseparowany mentalnie od społeczeństwa i bez świadomości jego nastrojów. Szereg decyzji w powszechnym odbiorze miał charakter antyspołeczny, by przypomnieć chociażby skazanie obywateli na pracę do 67. roku życia, zredukowanie zasiłków pogrzebowych czy fatalny styl wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Nawet merytorycznie akceptowalne zmiany były wdrażane w sposób wysoce niewłaściwy.

Po drugie, zabrakło ludzi. Ławka kandydatów do najwyższych stanowisk państwowych okazała się na tyle krótka, że newralgiczne dziedziny zarządzania państwem powierzano ludziom rażąco niekompetentnym i nieprzygotowanym, czego dobitnym przykładem jest szefowa resortu edukacji. Dzięki aktywności pani minister, która zapowiedziała likwidację Karty Nauczyciela, od PO odpłynęło kilkaset tysięcy wyborców ze środowisk oświatowych. Twarze Platformy przypominały talię zgranych kart, przy czym najważniejszy as – Donald Tusk – zadbał, by z obiegu wypadły trzy pozostałe asy. „Odstrzelenie” faktycznych i wyimaginowanych rywali/następców do zarządzania partią zemściło się na braku sensownych alternatyw, pozwalających na skuteczną rekonstrukcję rządu. Przypadek B. Arłukowicza i J. Kluzik-Rostkowskiej dowodzi, że PO wypłacała swoiste premie „odszczepieńcom” z konkurencyjnych ugrupowań. W polityce może to i jest trochę normalne, ale w tzw. normalnym świecie wywołuje katastrofalne konsekwencje wizerunkowe.

Po trzecie, główny pomysł PO na siebie polegał na tym, że partia ta miała być „antyPiSem”. Szczególnie było to widoczne w ostatnich odsłonach kampanii, kiedy najważniejszym argumentem PO w walce o głosy było straszenie Polaków faworytem wyborów. Patent na zwycięstwo dzięki takiej strategii okazał się już kompletnie nieaktualny. Liderzy PO do końca wierzyli, że widmo rządów Prawa i Sprawiedliwości cudownie odwróci proporcje sondażowe. Zaklęcia nie zadziałały, mimo że Ewa Kopacz sugerowała w obszernie transmitowanej piątkowej konwencji – tuż przed ciszą wyborczą – że na okoliczność ewentualnego zwycięstwa PiS na Kremlu mrożą szampana. Żenujący poziom autoprezentacji nie uwzględniał obiektywnego faktu: większość Polaków ma dość brutalizacji języka polityki, babrania się błocie i wymachiwania na oślep maczugą. PR musi być jak kompozycja przypraw we właściwych proporcjach,  by danie było perfekcyjne, tymczasem polityczni kucharze nie znali umiaru w ostrych składnikach. Co więcej, brak obiektywizmu w przekazach medialnych też dla społeczeństwa był zbyt oczywisty. Nierówne szanse komitetów wyborczych przypomniały, jak to było w latach 80.: PZPR też „miała” prasę, radio, telewizję i nic z tego specjalnie nie wyszło.

Po czwarte, Platforma pogubiła się w priorytetach programowych, błędnie sądząc, że da się zbić kapitał na liberalnym ustawodawstwie, na dzieleniu społeczeństwa przy pomocy dylematów etycznych i wątków stricte światopoglądowych. Sądząc po tematyce wystąpień polityków, można odnieść wrażenie, że najważniejszym problemem współczesnych Polaków jest… zmiana płci. W kontekście tych partyjnych błędów i wypaczeń, ogólnej arogancji oraz infantylnej kampanii (premier intonująca okrzyk „raz dwa trzy, wygramy my”) przekroczenie dwudziestu procent głosów to nie lada osiągnięcie.

Wniosek? Ludzie nie są tak głupi (czytaj: podatni na manipulację lub swojską „ściemę”), jak się wydaje niektórym politykom. Dobrze, kiedy można się o tym przekonać w akcie wyborczym, a nie poprzez rewolucję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>