Miesięczne archiwum: Marzec 2015

Zacznijcie rewolucję beze mnie

Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. Wyborczy „cel uświęca środki”, a polityków na ogół nie da się rozliczyć z obietnic. Polityka ma więcej wspólnego z teatrem niż jakakolwiek inna dziedzina życia. W zasadzie to permanentny spektakl, a najciekawsze rzeczy dzieją się za kulisami. My jednak nie będziemy tam zaglądać, ponieważ nie jest to widok budujący. Parówki smakują do czasu, kiedy nie zobaczy się procesu produkcyjnego. Pozostańmy zatem po „właściwej” stronie kurtyny i zastanówmy się nad kwestiami aktorów.

W trakcie sobotniego show kandydata PiS na prezydenta padła osobliwa deklaracja: „powrót” do starego modelu edukacji, czyli ośmioklasowej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum. Z punktu widzenia PR to trafiony postulat, ponieważ odwołuje się do sentymentów wyborców. Samo wspomnienie modelu edukacji, w którym dorastała duża część aktywnych wyborczo obywateli, wzbudza przyjemne skojarzenia. Skłonność człowieka do idealizacji okresu swojej młodości to naturalny mechanizm psychologiczny. Skwapliwie korzystają z niego specjaliści od marketingu. W pomyśle „odkręcenia” reformy szkolnictwa sprzed szesnastu lat jest jednak drugie dno. I trzecie. A nawet czwarte.

Dno nr 2. Lansowanie teorii, że źródłem wszelkiego zła jest gimnazjum, a nieuctwa – „skrócone” liceum, to przejaw druzgocącej naiwności lub – co gorsza – cynizmu. To nie system szkolny „psuje” nam młode pokolenie. Po prostu świat się zmienił. Postęp technologiczny wykreował nieprzewidywalne wcześniej warianty problemów wychowawczych. Życie młodych ludzi – czy nam się to podoba, czy nie – przeniosło się w jakiejś części do internetu, komputera, smartfonu. Wymazanie nazwy „gimnazjum” niczego nie da. Świat już nie jest taki, jak w czasach ósmej klasy szkoły podstawowej.

Dno nr 3. Obiecywać można dużo; w zasadzie to nie ma w tej dziedzinie żadnych granic poza rozumem i przyzwoitością. Zapewne jakaś część ludzi w obietnice wyborcze uwierzy. Ci, którzy orientują się, jaka jest rola prezydenta w polskim systemie ustrojowym, już raczej nie. Inicjatywa ustawodawcza to za mało, by cokolwiek zmienić, jeśli nie ma się zaplecza parlamentarnego w postaci solidnej machiny do głosowania. Oczywiście nie mieści mi się w głowie, by jakikolwiek kandydat z premedytacją nabierał wyborców na chwytliwe hasła i populistyczne tricki… Nasuwa mi się jednak analogia do wyborów samorządu uczniowskiego; zwykle pojawia się kandydat, który zapowiada, że będzie mniej sprawdzianów, choć to przecież od niego nigdy nie będzie zależało…

Dno nr 4. Gdyby jednak projekt „odkręcenia” reformy nabrał realnych kształtów, podatnicy musieliby wysupłać niewyobrażalną kwotę pieniędzy na zmiany. Wystarczy, że policzymy ogólnopolskie koszty reorganizacji sieci szkolnej, przeprowadzek placówek, ponownego przystosowania lokali, zmiany tablic i pieczęci, opracowania nowych programów, druku podręczników, haftowania sztandarów, ruchu kadrowego itp. Możemy pominąć aspekt czysto logiczny: jak zakwalifikować powrót do dawnego systemu? Fiasko eksperymentu? Pomyłka historii i pedagogiki?

Pomysł rewolucji w oświacie, polegającej na „powrocie do przeszłości”, uważam za totalnie chybiony. Diagnoza przyczyn problemów jest fałszywa, a wskazywany sposób ich rozwiązania – wybitnie naiwny. Tak w ogóle to uważam też, że w edukacji rewolucja sprawdza się zdecydowanie gorzej niż ewolucja.

Wyklęci i zapomniani

Dziś obchodzimy – po raz piąty – Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, upamiętniający członków konspiracji niepodległościowej, represjonowanych przez władze komunistyczne w mrocznych latach stalinizmu. Termin obchodów nawiązuje do daty śmierci siedmiu przywódców organizacji „Wolność i Niezawisłość”, skazanych na śmierć i straconych w 1951 r. więzieniu na warszawskim Mokotowie. Ranga święta państwowego – ustanowionego na mocy ustawy w 2011 r. – zobowiązuje do popularyzacji w społeczeństwie tematu „żołnierzy wyklętych”: ich bohaterstwa, tragizmu losów, sensu ofiary. Niestety, edukacja historyczna w aktualnym kształcie programowym nie ułatwia tego zadania. Pamiętajmy, że przedstawiciele najmłodszego pokolenia Polaków są de facto pozbawieni możliwości poznawania tej tematyki na lekcjach historii. Optymalnym czasem do kształtowania świadomości historycznej – z uwagi na proces rozwoju intelektualnego – jest okres nauki w gimnazjum, a tu edukacja historyczna „kończy się” wbrew logice na roku 1918… W szkole ponadgimnazjalnej status historii przypomina przysłowiowe piąte koło u równie przysłowiowego wozu, gdyż sprofilowanie zainteresowań pod kątem egzaminu maturalnego prowadzi do nieuchronnych konsekwencji marginalizacji treści niektórych zajęć w umysłach młodych ludzi. W ten sposób „żołnierze wyklęci”, na których w okresie stalinizmu wydawano nie tylko wyroki śmierci, ale i wyroki powszechnego ZAPOMNIENIA, w dalszym ciągu pozostają w cieniu… Tak być nie powinno.