Miesięczne archiwum: Luty 2015

Kalendarium okrągłych rocznic: luty

Drugi miesiąc tego roku dobiega końca. Czas na „bardzo historyczną” retrospekcję, czyli przypomnijmy sobie, co zdarzyło się w lutym roku…

1455 – niemiecki rzemieślnik Johannes Gutenberg wydrukował pierwszą w dziejach Europy książkę w technologii druku przemysłowego. Jak przystało na wydawcę, wybrał bestseller wszechczasów, czyli Biblię. Druk przemysłowy oznaczał możliwość produkcji wydawnictw wysokonakładowych jak na owe czasy, co uczyniło książkę bardziej dostępną. Pierwsza edycja Biblii Gutenberga liczyła ok. 200 egzemplarzy, z czego do naszych czasów przetrwało w różnym stanie 48. Jeden z nich znajduje się w Polsce – w muzeum diecezjalnym w Pelpinie. Wynalazek, który zrewolucjonizował świat nie zapewnił Gutenbergowi dostatku. Drukarz zmarł w biedzie, nie przeczuwając, że trafi do podręczników historii jako projektant jednej z najdłużej stosowanych technologii w dziejach ludzkości.

1855 – niewyjaśnione dotąd zdarzenie w hrabstwie Devon w Anglii; w nocy z 8 na 9 II pojawił się na śniegu ślad tajemniczej istoty, ciągnący się na odcinku ok. 170 kilometrów. Trop nie pasował do śladów żadnego znanego przyrodzie zwierzęcia. Każdy odcisk „stopy” w kształcie odwróconej litery „U” mierzył około 20 cm. Ślady urywały się w pewnych miejscach i pojawiały dalej, tworząc krętą ścieżkę. Wielu ludzi uwierzyło w ich nadprzyrodzone pochodzenie, a prasa okrzyknęła niewytłumaczalne zjawisko mianem „odcisków stóp diabła”. Sceptycy sądzili, że to dzieło żartownisiów, jednak do jego powstania trzeba by zaangażować kilkudziesięciu akrobatów, co wydaje się po prostu nieprawdopodobne. Minęło 160 lat, a zagadka pozostała aktualna…

1895 (9 II) – w amerykańskim miasteczku Holyoke odbył się pierwszy mecz siatkówki. Pomysłodawcą tej gry i twórcą obowiązujących do dziś reguł był nauczyciel wychowania fizycznego William Morgan. Od początku promotorami siatkówki byli członkowie Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej (ang. Young Men’s Christian Association – YMCA). Do Polski siatkówka trafiła dopiero ćwierć wieku później – również za sprawą organizacji YMCA. Pierwszy pokazowy mecz odbył się w Warszawie w 1919 r. Zmagania drużyn na boisku przedzielonym siatką spodobały się Polakom. Już rok później w Łodzi zorganizowano turniej zespołów szkolnych. Na premierowe mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie trzeba było poczekać do 1929 r.

1925 – działalność rozpoczęła rozgłośnia Polskiego Radia (1 II).

1935 – amerykański chemik Wallace Carothers z laboratorium koncernu DuPont wynalazł nylon – sztuczne włókno o bardzo dużej elastyczności i wytrzymałości na rozciąganie. Trudno dziś wyobrazić sobie świat bez nylonu. Jednym z pierwszych jego zastosowań była szczoteczka do zębów w znanej nam współcześnie postaci, opatentowana w 1938 r. Prawdziwym hitem okazały się jednak pończochy, wprowadzone na rynek w 1940 r. Od tamtych czasów, mimo postępu i wynalezienia nowych włókien, nylon w wielu dziedzinach pozostaje niezastąpiony.

1940 (10 II) – rozpoczęła się masowa wywózka Polaków z terenów wschodniej Rzeczypospolitej, zajętej we wrześniu 1939 r. przez Sowietów. Polacy byli wywożeni w głąb Związku Radzieckiego, m.in. do Kazachstanu i na Syberię. Wiele tysięcy ludzi trafiło do łagrów – radzieckich odpowiedników niemieckich obozów koncentracyjnych. Deportacje objęły przede wszystkim rodziny przedwojennych urzędników państwowych, wojskowych i właścicieli ziemskich. Oblicza się, że do czerwca 1941 r., czyli do chwili ataku Niemiec na ZSRR, ofiarami przymusowych „przesiedleń” padło ponad 200 tysięcy Polaków. Potomkowie wielu z nich do dziś żyją na terytorium Federacji Rosyjskiej i w sąsiednich krajach.

1945 – w Jałcie na Krymie odbyła się konferencja przywódców Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Prezydent USA Franklin D. Roosevelt, brytyjski premier Winston Churchill oraz Józef Stalin zadecydowali o podziale Europy na strefy wpływów. W następstwie tego porozumienia Polska, podobnie jak inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, znalazła się po wschodniej stronie „żelaznej kurtyny” – pod kontrolą ZSRR (4-11 II).

1945 – po zaciekłej walce z Japończykami amerykańscy żołnierze zatknęli gwiaździsty sztandar na wyspie Iwo Jima (23 II). Kosztowało to życie blisko 7 tysięcy Amerykanów, podczas gdy straty japońskie były nieporównywalnie małe: do niewoli dostało się 1083 żołnierzy. Wulkaniczna wyspa na Pacyfiku, leżąca w połowie drogi między Japonią a Marianami, miała służyć Amerykanom jako baza wypadowa bombowców nad japońskie miasta. Tymczasem okazało się, że dystans 1200 km przekreśla realne znaczenie tych planów. Propaganda wojskowa musiała jednak nadać sens ofierze życia tysięcy młodych ludzi, poległych w walkach o Iwo Jimę. Ukuto więc mit, że zdobycie wyspy uratowało życie 25 tysiącom amerykańskich lotników. Jak to możliwe? Pomnożono liczbę lądowań na tamtejszym lotnisku przez 11 (tylu ludzi stanowiło załogę bombowca B-29). Przemilczano przy tym fakt, że większość lądowań stanowiły loty szkoleniowe oraz tankowanie paliwa, które można było przeprowadzać w inny sposób. Potwierdza się reguła, że historię piszą zwycięzcy…

1955 (8 II) – Nauczycielka Ludwika Wawrzyńska uratowała czworo dzieci, wynosząc je z płonącego baraku mieszkalnego przy ul. Włościańskiej w Warszawie. Sama, dotkliwie poparzona, zmarła dziesięć dni później w szpitalu. Miała 47 lat. Na jej cześć pisała w wierszu Wisława Szymborska: „A ty dokąd / tam już tylko dym i płomień!/ – Tam jest czworo cudzych dzieci. / Idę po nie!”. Z tego właśnie utworu – „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej” – pochodzi słynna, często cytowana myśl: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”…

2005 (14 I) – uruchomiono serwis internetowy YouTube, pozwalający na bezpłatne umieszczanie i oglądanie materiałów video. Właścicielem serwisu jest koncern Google Inc. Od 2007 r. internauci mogą korzystać z wielu wersji językowych (w tym polskiej), a także umieszczać własne komentarze. Wpływ serwisu na rzeczywistość docenił tygodnik „Time”, nadając mu tytuł… „Człowieka roku 2006”. Z tym „człowiekiem” to może przesada, ale z wpływem – na pewno nie…

Co ma Queen do Mrożka?

Piątkowy poranek. Na antenie radia TOK FM gospodarzem audycji jest Jacek Żakowski. Gościem – Jan Antony Vincent-Rostowski (znany nad Wisłą jako Jacek Rostowski) – były minister finansów, a od kilku dni szef doradców politycznych premier Ewy Kopacz. Redaktor Żakowski „puszcza muzykę” – fragment kultowej „We are the champions”. Minister Rostowski nie kojarzy utworu: wykonawcy, tytułu… Jest wyraźnie zdziwiony. Prowadzący audycję cytuje fragment biogramu gościa, zaczerpnięty ze strony internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów: „prywatnie wielbiciel Queen”… Minister tłumaczy się jak nieprzygotowany uczeń zbyt wczesną porą. Dziennikarz trafnie diagnozuje: a może te hobbystyczne zwierzenia autobiograficzne to tylko „ocieplenie wizerunku” autorstwa speców od PR? Ja dodałbym: a może tłumacz źle wykonał robotę i minister miał na myśli nie zespół muzyczny, lecz królową Elżbietę II? Cóż, w tym samym biogramie możemy przeczytać jeszcze, że Jacek Rostowski jest też „wielbicielem” Szekspira i Sławomira Mrożka. Nie wiadomo, czy minister zna dzieła wspomnianych klasyków tak dobrze jak twórczość zespołu Queen, ale jedno jest pewne: cała historia jest w stylu Mrożka.

Puenta: człowiek uczy się przez całe życie. Nie tylko historii muzyki rozrywkowej. Także wiarygodności.

Współczynnik aktywności

Klub literacki. Wieczory brydżowe. Ogólnopolski turniej siatkówki i tenisa stołowego. Plenery i wystawy malarskie. Zawody szachowe. Rajdy motorowe. „Spotkania pokoleń”. Dni Kobiet, Dni Dziecka. Rezerwowane spektakle w teatrach. Festiwale twórczości artystycznej. To tylko mały wycinek aktywności nauczycieli związkowców. Tyle, że w świetle kronik…

Zanik społecznych form życia rozpoczął się w latach 90. ubiegłego, jeszcze nie tak odległego przecież, stulecia. Paradoksalnie w warunkach nieskrępowanej wolności ludziom się odechciało aktywności społecznej. Trudno wyjaśniać ten „antyfenomen” krachem systemu społeczno-politycznego, opartego na przewodniej roli wiadomej partii (mam obiekcje przed użyciem słowa „komunizm”, bo nie do końca oddaje sens i nonsens realiów Polski Ludowej). Teoretycznie w warunkach demokracji (nie mylić z „demokracją ludową”) powinno rozwijać się społeczeństwo obywatelskie, którego istotną cechą jest popularność organizacji pozarządowych.

Na pozór (albo statystycznie rzecz ujmując) wygląda to nie tak źle. Jeśli jednak bliżej przyjrzymy się życiu tych organizacji to wnioski okazują się niewesołe. Gros z nich bazuje na aktywności pokolenia emerytów i nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że nie widać następców. Widocznie młodzi ludzie są zbyt zajęci pracą na umowach śmieciowych, współczesną „walką o ogień” oraz stylizowaniem swoich „ego” na „fejsie”… Bo przecież chyba nie da się tego tłumaczyć wychowywaniem potomstwa, skoro kiedyś potomstwo – liczniejsze niż dziś – nie przeszkadzało… Kiedyś też trzeba było gotować obiady, robić pranie, sprzątać mieszkania itp., a jednak organizacje żyły…

Ktoś powie: związek zawodowy nie jest od organizowania partyjek brydża, plenerów i festiwali. Być może. Ale nie samym chlebem żyje człowiek. Zwłaszcza taki, który z definicji swojego zawodu przynależy do intelektualnej elity, której z całą pewnością nie da się pomylić z elitą finansową. Noblesse oblige. I to nawet w warunkach pauperyzacji. A może zwłaszcza w takich warunkach. Są przecież wartości inne niż stan konta. To, co napisałem, przy odrobinie złej woli można nazwać krytyką, ale tak nie jest. To apel o powrót do korzeni. O reintegrację naszego środowiska zawodowego.