Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Pole minowe

Jak podaje portal Gazeta.pl, w minionym roku spośród półtora tysiąca tzw. „wglądów” maturzystów w swoje ocenione już przez egzaminatorów arkusze maturalne blisko 100 zaowocowało zmianą liczby uzyskanych punktów na korzyść ucznia. Podkreślmy, że te liczby odnoszą się wyłącznie do obszaru działania krakowskiej Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. Rozpatrując zarówno liczby bezwzględne, jak i stosunek procentowy uznanych reklamacji, wynik jest kompromitujący dla OKE.

Jak to możliwe, że egzaminatorzy i weryfikatorzy popełniają tak wiele błędów? W tym przypadku trudno o sensowne usprawiedliwienia. Po prostu zawinili ludzie. Ale co się za tym kryje? Niedostatek kompetencji? Mało prawdopodobne, zważywszy, że kryteria oceny zawarte w kluczu odpowiedzi są dość oczywiste. Odpowiedź może być bardziej szokująca: rutyna i pośpiech.

Sprawdzanie arkuszy maturalnych odbywa się w warunkach nieco archaicznych. Skoszarowani egzaminatorzy ślęczą nad papierami w szkolnych ławach, starając się uzyskać jako taki stan skupienia, nie bacząc na krzątaninę wokół. Jeśli w grupie trafią się maniacy cytowania absurdalnych odpowiedzi to skupienie nie grozi. Presja czasu robi swoje. Tylko od sprawności egzaminatora zależy, jak długo będzie tam siedział, a przecież jest weekend, zmęczenie po tygodniu pracy… „Wyjadacze” błyskawicznie „trzaskają” arkusze, „żółtocioby” z mozołem wypracowują roboczogodziny. Bywają tacy, którzy chcą większe porcje do sprawdzenia, bo choć stawka za sztukę nie powala – w kontekście nauczycielskiego uposażenia jest jakimś konkretem. Praca akordowa. 

Komisje egzaminacyjne powinny być jak żona Cezara, tylko jeszcze bardziej bezbłędne w działaniu. Każda skuteczna reklamacja to cios w autorytet instytucji, która rozdaje bilety do urzeczywistniania marzeń i planów na życie. Każda „niedowaga” w liczbie punktów to porażka idei egzaminów, których wyniki z natury rzeczy nie powinny wzbudzać najmniejszych kontrowersji. Mylić się może uczeń, egzaminator – niestety – musi być jak saper.