Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Matura: optymistyczne wyniki

29 % maturzystów nie zdało egzaminu. Nie jest to wiadomość jednoznacznie zła. Wręcz przeciwnie; być może jest to jaskółka zwiastująca długo oczekiwane zmiany jakościowe w kształceniu młodych ludzi. Wielu z nich uwierzyło, że „matura to bzdura”, a świadectwo dojrzałości należy się jak legitymacja szkolna. Próg zdawalności, ustawiony na niezbyt wysokim poziomie 30 % punktów możliwych do uzyskania, umożliwiał przeczołganie się przez pomost, otwierający drogę do studiów wyższych. Mechanizm edukacyjny pomyślany jako selekcja nie sprawdzał się. A mimo to prawie 1/3 abiturientów nie zdołała zgromadzić tych nędznych – przepraszam – 30 % punktów. Uczniowie są tu w sumie najmniej winni. Padli ofiarą złudzenia, że wykształcenie średnie jest w zasięgu ich możliwości. W tym mniemaniu utrzymywali ich nierzadko bezkrytyczni i nadmiernie ambitni rodzice. Tychże aspiracji nie potrafili skutecznie zweryfikować nauczyciele, zobowiązani do wiarygodnego informowania poprzez przemyślane oceny. Alternatywy nie stworzyli politycy i samorządowcy, którzy w ciągu kilkunastu lat wydatnie pogrzebali system kształcenia zawodowego i technicznego. Trudno się dziwić nastolatkom, że dokonują nietrafnych wyborów. System selekcji w oświacie po prostu nie funkcjonuje prawidłowo. Wiele liceów ogólnokształcących ekstremalnie zaniża kryteria naboru, byle tylko pozyskać ucznia. Efekty widzimy w postaci wyników tegorocznej matury.

Relatywnie niską jakość kształcenia lub pospolitą nieudolność trybików w tej machinie widać od lat. Słynna amnestia maturalna ministra Giertycha to symbol degrengolady systemu. Niewytłumaczalny pozostaje fakt, że absolwenci liceów, ba, nawet wyższych uczelni, prezentują żałosny poziom intelektu czy kultury osobistej, że nie są uczestnikami życia kulturalnego, nie czytają książek, wykazują ignorancję aż do granic śmieszności. To jest w pewnym sensie oszukane pokolenie, a konsekwencje niekompetencji jego poszczególnych przedstawicieli będziemy dotkliwie odczuwać.

Czas przywrócić edukacji wartość, pozwalającą na racjonalne zagospodarowanie kapitału ludzkiego zgodnie z możliwościami intelektualnymi, umiejętnie kształtowanymi zainteresowaniami, predyspozycjami psychofizycznymi. Niech kolejne etapy edukacji będą oddzielone wyrazistą, obiektywną selekcją. Niech ocena będzie wynikiem starannie przemyślanego procesu dydaktycznego, a nie wypadkową przypadkowych czynników. Niech realnych kształtów nabierze niemal fikcyjne dotąd doradztwo zawodowe. Czas odbudować autorytet szkoły.

Wakacje – czas… zwolnień

Zanim dzwonek obwieści zakończenie zajęć w roku szkolnym 2013/2014, statystyka krótka i wyjątkowo smutna. Według danych, zebranych przez Zarząd Okręgu Łódzkiego ZNP, samorządy z terenu województwa łódzkiego zamierzają zwolnić z końcem roku szkolnego 244 nauczycieli, z czego 86 – w samej Łodzi. Ograniczenie dotychczasowego wymiaru zatrudnienia od 1 września dotyczyć będzie 686 nauczycieli (w Łodzi – 154). 93 nauczycieli, którym kończy się umowa o pracę na czas określony, nie uzyska jej przedłużenia. Cięcia etatów – choć mniej drastyczne liczebnie – czekają także pracowników niepedagogicznych, zatrudnionych w oświacie (24 osoby do zwolnienia i 31 do ograniczenia wymiaru zatrudnienia).

W kontekście osobistych dramatów ludzi, którzy tracą miejsca pracy, wszystkie słowa brzmią banalnie. Decydenci próbują wmawiać nam, że bezrobocie w szkolnictwie jest zjawiskiem nieuniknionym. To nieprawda. Przemodelowanie edukacji pod kątem organizowania mniejszych oddziałów – z pozoru „kosztowne” – byłoby inwestycją niezwykle opłacalną w skali państwa, ale o tym możemy pomarzyć. Choć z drugiej strony – czasem marzenia się spełniają. Zwłaszcza w latach wyborczych.

Aferalna historia Polski: pluskwy w gastronomii

Czasami lepiej nie wiedzieć… – taki morał płynie od zarania ludzkości. Gdyby państwo Ewa i Adam nie skusili się na konsumpcję owoców z drzewa poznania dobrego i złego ich los (oraz los ich potomstwa) wyglądałby inaczej. Ciekawość wywołała jednak fatalne skutki, których pierwszym symptomem było odkrycie potrzeby stworzenia przemysłu tekstylnego. Podobnie rzecz ma się z najnowszą aferą „made in Poland” – za sprawą przebojowych nagrań społeczeństwo odkryło, że tzw. elity są nagie. I bardzo brzydko mówią. Nie chodzi tu wyłącznie o wulgaryzmy: stenogramy ujawnionych konwersacji przy stoliku pokazują, jak marna jest kondycja języka polskiego wśród tzw. elit. Zero dbałości o konstrukcję gramatyczną czy bardziej wyszukane słownictwo. I to jest skandal, na który nikt jeszcze nie zwrócił uwagi.

Społeczeństwu żyłoby się lepiej, gdyby nie wiedziało, jakie są te elity władzy. Z tego właśnie powodu – w imię własnego komfortu psychicznego – nie warto podsłuchiwać bliźnich. Skoro jednak ten błogostan nieświadomości zniszczyły taśmy „kelnerów”, pozostaje długotrwały niesmak. A propos; skoro autorzy nagrań tak bardzo nie lubili swoich gości, że aż ich nagrywali, strach pomyśleć, co ci biedni politycy dostawali na talerzach.