Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

Ukraińska szachownica

Figury i pionki

W szachach liczy się tylko strategiczne, dalekowzroczne myślenie – to odróżnia „królewską grę” od hazardowych uciech gawiedzi w stylu gry w kości lub karty, gdzie znaczenie ma przede wszystkim przypadek, przez niektórych eufemistycznie zwany szczęściem, a czasem oszukańczy talent. Polityka jest grą, która łączy grę królów i gierki błaznów; w tym kontekście nadużyciem jest określanie sceny politycznej mianem szachownicy; czynię to jednak dla zobrazowania mechanizmów nazbyt nieoczywistych. Gdyby polityka przypominała grę w szachy, nie mielibyśmy kłopotu z odróżnieniem figur od pionków. Tymczasem nie zawsze jest to takie oczywiste. Odkąd wymyślono tylne siedzenia, wielu możnych tego świata upodobało sobie takie miejsce, z którego bezpośrednio nie sięga się, co prawda, do kierownicy, ale odległość od opłaconego kierowcy jest wystarczająca, by wydawać mu dyspozycje szeptem.

Najważniejszymi figurami ukraińskiej partii szachów są niewidzialni z perspektywy przeciętnego obserwatora wydarzeń oligarchowie, którzy kalkują nie tyle politycznie, co biznesowo. Po obydwu stronach barykady są – choć nie w sensie fizycznym – kolekcjonerzy milionów dolarów, którzy mają najwięcej do ugrania. Przyszłość Ukrainy przybiera dla nich kształt liczb, ilustrujących stan osobistych kont w szwajcarskich bankach. Opcja prorosyjska to perspektywy intratnych kontraktów na Wschodzie; opcja proeuropejska to nadzieja na zarabianie dużych pieniędzy na Zachodzie. W tej opozycji czarnych i białych figur państwo jest nie tylko scenografią rywalizacji o gigantyczne pieniądze; aparat władzy staje się instrumentem pomocnym w mnożeniu majątku na różne sposoby. Regulacje, obowiązujące w UE, z pewnością nie są wygodne dla wszystkich oligarchów, co tłumaczy silny „lęk” przed integracją.

Czy „Majdan” jest „euro” ?

Geneza obywatelskiego buntu Ukraińców związana była z odwrotem rządu od polityki integracyjnej, której dalekosiężnym celem miało być wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. Czy obecna „mini-rewolucja” w dalszym ciągu ma taki charakter ? Obawiam się, że w istocie już nie. „Majdan” to nie monolit postaw i poglądów. Wśród rozmaitych jego podmiotów zdaje się występować tylko jeden wspólny mianownik – dezaprobata wobec rządów prezydenta Janukowycza i jego Partii Regionów. To wystarczająco dużo, by zjednoczyć się w doraźnej walce, ale zdecydowanie za mało, by budować wspólnie sensowną alternatywę wobec obecnego establishmentu. Zmiana ekipy rządzącej nie wystarczy – pokazały to już następstwa „Pomarańczowej Rewolucji”; Ukraina potrzebuje zmian gruntownych, systemowych i mentalnościowych. Gdyby scenariusz obalenia prezydenta i obecnej większości parlamentarnej został zrealizowany, następca Janukowycza rychło doczeka się kolejnego „Majdanu”. Żadna partia opozycyjna nie ma takiego autorytetu i posłuchu, by pokierować ludźmi z „Majdanu”. Ta nowa, autonomiczna i niezorganizowana siła polityczna wymknęła się spod kontroli triumwiratu przywódców opozycji i jest już bytem samoistnym. Nie ma takiego człowieka na Ukrainie, którego wezwania by posłuchali. Co więcej; jeśli w najbliższej przyszłości Ukraina podryfuje jednak w stronę UE, protesty rozczarowanych ceną przemian społeczno-gospodarczych mogą nasilić się. Mówiąc krótko, Janukowycz walczy bez wątpienia walczy o zachowanie władzy, ale mimochodem w jakimś sensie paradoksalnie broni jej autorytetu – choć czyni to w fatalny sposób. Jeśli władzę będzie rozdawać rozkrzyczana ulica – jej wartość będzie żadna.

Magnackie kompleksy

Nie ulega wątpliwości, że wydarzenia na Ukrainie są wewnętrzną sprawą tego kraju. Wycieczki polskich polityków do Kijowa przypominają zbrojne wyprawy kresowych magnatów na Ruś w czasie Wielkiej Smuty; choć intencje są diametralnie inne – wykonanie równie żałosne. W relacji TV można było zobaczyć zamaskowanego „wojownika” z polską flagą przymocowaną do zaimprowizowanej tarczy i napisem, rozwiewającym wszelkie wątpliwości: POLAND. Nie jest to najmądrzejszy pomysł na promocję, zwłaszcza, że w umysłach znacznej części Ukraińców zajmujemy miejsce analogiczne do Niemców w historii Polski.

W wyścigu naszych rodzimych polityków do mediów via kijowski Majdan (bo chodzi przecież o pokazanie się w telewizji) w ogóle nie pojawia się dość istotna refleksja: czy w demokracji można „odwoływać” kadencyjne i demokratycznie wybrane, czy nam się to podoba, czy nie, władze, za pomocą ulicznej rewolucji ? Aktualne sondaże pokazują, że polski rząd cieszy się poparciem mniejszości; czy jest to zatem powód do rewolty ? Gdyby tak było, zamiast jakiegokolwiek rządu mielibyśmy permanentną anarchię. I to właśnie groźba anarchii wydaje się najpoważniejszym zagrożeniem dla ukraińskiego państwa, pozbawionego tradycji parlamentarnych. Ukraińskie społeczeństwo było zniewolone wówczas, gdy inne narody z rozmaitym skutkiem eksperymentowały z modelem demokracji. W pewnym sensie odpowiedzialność za ów stan spoczywa także na elitach przywódczych Drugiej Rzeczypospolitej, w granicach której żyło ponad 5 milionów Ukraińców (ok. 16 % obywateli Polski). Nieporozumieniem jest jednak naprawianie „krzywd” niedocenienia wagi tzw. sprawy ukraińskiej w dwudziestoleciu międzywojennym poprzez wciąganie „na siłę” Ukrainy do UE. To naród ukraiński ma prawo do samostanowienia o swoim losie, a rolą polityków z obszaru UE jest nie agitacja, lecz gotowość uszanowania decyzji wschodnich sąsiadów.

W demokracji, mimo fundamentalnej zasady suwerenności narodu (źródłem władzy jest naród i jego wola wyrażona w demokratycznych wyborach), nie powinno się praktykować metod niedemokratycznych. Władza ma prawo do obrony porządku publicznego. Niekiedy nawet arcydemokratyczne rządy uciekają się do metod przymusu: przypomnijmy sobie, jak amerykańskie władze rozbiły demonstrantów z antyglobalistycznego ruchu „Occupy Wall Street”. Interwencja policji wobec bezbronnych ludzi, koczujących w okolicach świątyń wielkiego kapitału w akcie sprzeciwu wobec niesprawiedliwości systemu ekonomicznego, niewiele różniła się od początkowych interwencji milicji w Kijowie. Jak wobec tego ocenić wypadki na Ukrainie ? Konstytucyjna władza, działająca w granicach prawa, może usuwać demonstrantów tak w Nowym Jorku, jak i na Ukrainie. Problem nasila się, kiedy rządzący ignorują prawo i kiedy stanowią je we własnym interesie; wówczas spontaniczna reakcja społeczna przeradza się w prawdziwą rewolucję. A rewolucja to straszny proces – może nie przez pryzmat efektu końcowego, ale towarzyszących jej ofiar i skali destrukcji. Wszystko wskazuje na to, że dialog i konsensus w warunkach ukraińskiej sceny politycznej jest mało prawdopodobny.

Niebezpieczna licytacja

Zasadniczo to nie UE powinna zabiegać o nowy kraj członkowski, ale zainteresowane państwo musi wydatnie starać się o akcesję, dostosowując do unijnych standardów; w przeciwnym razie psujemy jakość projektu pt. Wspólnota Europejska. Preferencyjne warunki przyjęcia Ukrainy do UE plus wagony pieniędzy nie uczynią tego kraju dojrzałą, europejską republiką, państwem prawa i praw człowieka. Zmiany muszą nastąpić przede wszystkim w głowach – polityków i obywateli. Jeśli to się nie stanie, kilka miesięcy po akcesji będziemy mieć w Unii poważny problem: „antyunijny Euromajdan”…

Świat jest brutalny, bo człowiek czyni go takowym

Wczoraj w drodze na studniówkę zginął uczeń szkoły w Białej Podlaskiej; kilkoro innych pasażerów samochodu zostało ciężko rannych. Sprawcą wypadku był kierowca innego pojazdu. Ale studniówki nie odwołano; nie zrezygnowano z muzyki i tańców. Argument rodziców, organizujących bal: bo taka impreza jest „raz w życiu”. Ludzie, co się z wami dzieje ??? Jakich wartości chcecie nauczyć swoje dzieci ???

W pogoni za pieniądzem, sukcesem, przyjemnością, zabawą zapomina się o wrażliwości na los innych ludzi, o solidarności i empatii, wreszcie o tym, co w życiu jest naprawdę ważne. „Show must go on” ? Niekoniecznie. To zależy tylko od nas samych. Nie zamieniajcie się w emocjonalne zombi.

Medalowa inflacja

Kogo by tu dziś odznaczyć ? – jeśli masz taki dylemat to znaczy, że zajmujesz odpowiedzialne stanowisko państwowe, a przynajmniej tak myślą ci, którzy zrzucają się na Twoje wynagrodzenie. Jeśli na Twoim biurku leży stos wniosków o najwyższe wyróżnienie resortowe, których nikt nie przeczytał ze zrozumieniem, zaś Ty stawiasz pieczątkę i podpis, nie snując żadnych głębszych refleksji nad tymi czynnościami – niechybnie pracujesz w Ministerstwie Edukacji Narodowej i przyznajesz Medale KEN.

Wójt gminy Darłowo otrzymał Medal Komisji Edukacji Narodowej, przyznawany – jak powszechnie wiadomo – ale chyba nie w MEN – za zasługi na rzecz oświaty. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie „drobny” fakt, iż pan wójt usilnie próbował zamknąć Zespół Szkół w Dąbkach. W tej historii było naruszenie prawa w postępowaniu likwidacyjnym, protest głodowy rodziców uczniów – desperacki akt obrony szkoły, wypowiedzenia dla wszystkich nauczycieli, a nawet pismo do dyrektorki szkoły, nakazujące zrobić porządek z parkującymi obok szkolnego budynku samochodami nauczycieli. W końcu wójt usłyszał zarzuty prokuratorskie. Ale też dostał Medal KEN. Tym przykładem można ilustrować wiele pojęć: absurd, skandal, paranoja. A przede wszystkim rażąca NIEKOMPETENCJA urzędników najwyższego szczebla. Mając takich pracowitych biurokratów z „Misia” rodem możemy spać spokojnie, bo normalnie pracować się nie da.

Na Medal KEN tak naprawdę zasłużyli rodzice, którzy stanęli w obronie szkoły. Szkoda, że przez hurtowe rozdawnictwo odznaczenia „komu popadnie” wyraźnie straciło ono na wartości i prestiżu. Dla urzędników, którzy łamią prawo lub elementarne zasady zdrowego rozsądku proponuję stworzyć medal imienia konfederacji targowickiej.

Bigos informacyjny

Efekt motyla

Motyle należą do tych stworzeń, które przykuwają uwagę człowieka. Ich niezaprzeczalne walory estetyczne i wdzięk, z jakim się poruszają, oddziałują nie tylko na wzrok, ale i na umysł, skłaniając do refleksji nad pięknem otaczającej nas przyrody. Efekt ten jest tym silniejszy, że widok motyla jest zjawiskiem ograniczonym w czasie i praktycznie niemożliwym do uzyskania w warunkach sztucznych – nie da się przecież zamknąć motyla w klatce, a kolekcjonowanie tych stworzeń przy pomocy szpilek i szklanych gablotek zakrawa na barbarzyństwo i osobliwy turpizm. Trochę podobny do motyla jest żywot tzw. „niusa”, czyli informacji w medium pod tytułem telewizja. „Niusy” pojawiają się niczym motyle: znienacka. Przykuwają uwagę. I żyją stosunkowo krótko. Różnica polega jedynie na tym, że motyl jest dziełem natury, a informacja – wytworem umysłów.

Krzywe zwierciadło

Jestem daleki od snucia teorii spiskowych na jakikolwiek temat, ale doświadczenie przekonuje mnie, że jedną z największych przypadłości gatunku homo sapiens jest niekompetencja oraz skłonność do manipulowania bliźnimi. Z tych powodów moje zaufanie do mediów, a zwłaszcza – telewizji tzw. informacyjnych – stopniowo się kurczy. Powód ? Świat, przedstawiony w tych starannie wyselekcjonowanych „niusach” jest w dużym stopniu kreacją redaktorów, a nie obiektywnym odzwierciedleniem rzeczywistości. Gros interesujących i z różnych przyczyn ważnych informacji nie ujrzy świateł telewizyjnego studia, gdyż decydenci wałkują kilka wątków, „urabiając” umysły widzów. Zatrważa mnie izolacja redakcji na istotne sprawy międzynarodowe, a jednocześnie chorobliwa fascynacja tematyką wręcz tabloidową. „Niusy” muszą spełniać kryterium sensacyjności, a najlepiej wyczerpywać znamiona tragedii. Musi ich być mało, za to uporczywa powtarzalność – obrazów i faktów – ma zakodować w głowach widzów kierunek myślenia i zainteresowania. Nie przypisuję redakcjom złej woli. Może ich badania wskazują, że opłaca się adresować ofertę do widza intelektualnie biernego ? Może tak jest po prostu taniej, ponieważ nie trzeba płacić pieniędzy za korzystanie z materiałów zagranicznych agencji prasowych i stacji telewizyjnych ?

Ile jest faktów w faktach

Przed laty zadawałem swoim uczniom pracę domową z wiedzy o społeczeństwie: mieli przez określony czas śledzić programy informacyjne, wynotowując na zasadzie haseł najważniejsze wydarzenia z poszczególnych dziedzin i obszarów geograficznych, a następnie układać ich rankingi – z punktu widzenia wpływu na nasze życie. Dziś to ćwiczenie należałoby zmodyfikować, analizując DOBÓR prezentowanych informacji oraz zestawiając je z tymi, które „nie przebiły się” przez sufity umysłów dziennikarskich VIP-ów.

Można się zastanawiać, co jest naprawdę ważne w katalogu setek informacji, jakie przynosi każdy dzień. Proporcje i hierarchie „niusów”, jakie tworzą redakcje, wydają się niekiedy zupełnie nieuzasadnione. Informacje „śmieciowe”, ale za to sensacyjne i budujące silne emocje, wypierają te istotne, ale „nudne”. Czy dobór tzw. contentu, czyli treści programu informacyjnego, zawsze jest obiektywny, wolny od lobbingu lub nacisku takiej czy innej grupy interesu ?

Niektóre redakcje opanowała nieznośna maniera małpowania amerykańskich wzorców, jednak z uwagi na różnice kulturowe i mentalne oraz nieudolność naśladownictwa efekt jest opłakany. Jeszcze bardziej frustrującą przypadłością jest rozterka twórców, którzy są zatrudnieni przy produkcji informacji, ale strasznie chcieliby „robić” rozrywkę, więc silą się na info-kabareciarstwo ku uciesze gromadki gawiedzi.

W związku z powyższym nie chce mi się śledzić programów informacyjnych w poszczególnych stacjach telewizyjnych – wolę polegać na mediach elektronicznych i na ich ogromnym pluralizmie – dzięki powszechnemu dostępowi do dowolnego serwisu na świecie. Nie akceptuję sytuacji, kiedy to ktoś inny, mniej lub bardziej kompetentny, decyduje, o czym dziś się dowiem i jak zostanie to naświetlone. Nie chcę korzystać z tych informacyjnych fast foodów – wolę sam przyrządzać swoją wiedzę o Polsce i świecie z elementarnych składników, ale za to najlepszej jakości. Co więcej, nie interesuje mnie zbytnio to, co jest na medialnych „paskach”, ale to, co jest naprawdę ważne.

Bez tematu

Tragiczny bilans ofiar nocy sylwestrowej i Nowego Roku poddaje w wątpliwość sens świętowania wymiany kalendarzy na nowe. Ludzka głupota w połączeniu z alkoholem czyni pospolitych idiotów zabójcami. Ileż to rodzin w ciągu ostatnich 24 godzin straciło swoich bliskich w zdarzeniach, które po prostu nie powinny się wydarzyć… Pęd niektórych ludzi do unicestwienia (siebie lub innych) jest zatrważający. Niestety, giną niewinni, przypadkowi ludzie, a sprawcy tych tragedii w wielu wypadkach jeszcze nie zdążyli wytrzeźwieć…